Podróż dookola życia. UK Halifax
Kategorie: Wszystkie | obczyzna
RSS
czwartek, 25 sierpnia 2005
Oxford

Dziś znowu byliśmy w Oxfordzie. Uwielbiam atmosferę tego miasta. Tętni życiem i to na różnych płaszczyznach. Przewijają się ludzie z całego świata. Turyści, szaleni naukowcy, biznesmeni, podróżnicy. Studiowanie w Oxfordzie musi mieć w sobie coś z ekscytującej przygody. Samo przebywanie w murach, w których działy się rzeczy naprawdę ważne pobudza wyobraźnię. Ciekawe ilu po wizycie w Oxfordzie zdecydowało się na pogłębianie swojej wiedzy, myślę, że niejednego to miejsce zainspirowało. Przypominają mi się pierwsze zjazdy w Toruniu, wtedy pierwszy raz poczułem ducha tego miasta, a fascynacja została mi do dziś. Będąc w Oxfordzie też to czuję.

No i ta księgarnia, największa jaką widziałem. Znowu spędziliśmy tam kawał czasu i nabyliśmy jedną pozycję wydawniczą, a na pewno można by w ciągu 10 minut wybrać z dziesięć wartych przeczytania.

Wczesniej byliśmy w Oxford University Museum i Pitt Rivers Museum, które miałoby być rajem dla Indiany Jonesa i faktycznie byłoby, bo ma zacną kolekcję najróżniejszych rzeczy z całego świata. W University Museum miała za to miejsce słynna debata na temat teorii Darwina. Mianowicie biskup Oxfordu pytał jednego z naukowców, który z jego pradziadów pochodzi od małpy, na co ten odparł, że woli uznać pokrewnieństwo z małpą niż z biskupem. Póki co historia jest po stronie naukowca, a ja jestem po stronie Oxfordu.

23:33, karolulman
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 sierpnia 2005

Ostatnie dwa dni. Wizyta w muzeum motoryzacji w Coventry, uczta w Leeds, muzeum filmu i fotografii w Bradtford, spacer po Manchester, ale po kolei.

W Coventry byliśmy już wcześniej, ale do muzeum wejść nie zdążyliśmy, ponieważ zapowiadało się ciekawie mieliśmy się tam udać następnym razem. Następny raz przypadł na czwartek. Muzeum faktycznie nie zawiodło oczekiwań (pewnie się domyślacie, że były wygórowane ;) Fury - klasa, ciekawe rowery, silniki, skrzynie, zawiechy... było co oglądać. Coventry to w ogóle zagłębie motoryzacyjne. W czasie wojny było mocno zniszczone właśnie ze względu na swoje strategiczne znaczenie. Do dziś składają tam rajdowe auta WRC. Żeby nie było, nie jest to muzeum tylko dla płci brzydkiej. Żadnej pani nie widziałem z grymasem znudzenia na twarzy.

Z Coventry przeskok do Leeds, celu naszej podróży, a tam spotkanie z braćmi K. i chyba najlepsze żarcie jakie jadłem w Anglii do tej pory. A mianowicie BK zaserwował na przystawkę tartę z warzywami. Drugie danie to zapiekanka z ziemniakami i czosnkiem (było już dość późno i do ludzi już nie wychodziliśmy ;) a na deser tarta z jabłkami. I tu szacunek wielki dla BK, bo wszystko było prima sort, mucha nie siada, niebo w gębie i tak dalej... Szkoda, że chłopaki mieszkają dość daleko bo inaczej to chyba codziennie byśmy jadali przy ich stole. Rano KK uraczył nas jajecznicą z polskim chlebem razowym, więc naprawdę żal było wyjeżdżać.

Za namową KK skoczyliśmy do muzeum fotografii i filmu. Faktycznie było warto. Porobiliśmy zdjęcia, pokręciliśmy filmy, robiliśmy za prezenterów, rozsmakowywaliśmy się w angielskim humorze. Trzeba przyznać, że atrakcji było sporo, ale ponieważ czas naglił kierowaliśmy się dalej w stronę domu zahaczając o Manchester, choć jechaliśmy tam bez przekonania po złych doświadczeniach w Birmingham, bo to też duże miasto przemysłowe, wieżowce, budowy itd. Jak się jednak okazało, warto było. Miasto jest duże, jest przemysłowe, jest nowoczesne, ale całkiem inne niż B. Bardziej przytulne, bardziej z głową budowane, ładniejsze po stokroć. Mieliśmy czas tylko na bardzo ogólny rekonesans, ale wszystko było jak najbardziej na tak. Trzeba się będzie jeszcze wybrać.

Fajne były ostatnie dwa dni, dużo pozytywnej energii, może starczy do następnego offa, uff.

     

20:43, karolulman
Link Komentarze (11) »