Podróż dookola życia. UK Halifax
Kategorie: Wszystkie | obczyzna
RSS
niedziela, 30 lipca 2006
Rio de Janeiro (tri)

Wjechalismy na Jezusa. Duzy jest. Wjezdza sie kolejka, ktora wspina sie  przez las tropikalny. Z gory (710 m. npm) rozciaga sie widok na cale Rio. Jezus ma 33 metry wzrostu i 28 rozpietosci ramion.

Poza tym powloczylismy sie po centrum, ktore nie jest zbyt inspirujace i na pewno nie jest glowna atrakcja miasta. Przeplynelismy sie promem na jedna plaze. Bylismy tez na najslawniejszych plazach Rio czyli Copacabanie, Ipanemie i Leblonie. Na Copacabanie byly dzis fale chyba z 3metrowe. Surferzy smigali az milo bylo popatrzec.

Oprocz tego dzis w miescie Gay Parade. Nasz prezydent jak by to zobaczyl to by chyba zszedl natychmiastowo.

Mieszkamy w dzielnicy Santa Teresa, ktora jest mekka dla artystow. W ten likend artysci otwieraja swoje pracownie i wystawiaja swoj dorobek tworczy. Jest duzo ludzi, strasznie kolorowo i duzo pozytywnej energii. Mamy szczescie, ze jestesmy tu i teraz :-) 

czwartek, 27 lipca 2006
Rio de Janeiro (zwei)

Siedzimy sobie w Rio. Jak dla nas jest strasznie goraco, choc tu to przeciez zima. Upal nas rozwalil. Wczoraj prawie nie bylismy sie w stanie ruszyc. Dzis bylo troche lepiej, co uczcilismy wizyta w ogrodzie botanicznym, gdzie widzielismy dwustuletnie palmy do samego nieba.

Oczywiscie nad miastem goruje figura Jezusa (goruje doslownie bo stoi na gorze kilkaset metrow n.p.m. a morze tuz obok). Wybieramy sie tam, ale pogoda musi sie zgrac z nasza kondycja. Dzis bylo na przyklad dosc mgliscie, ale i tak goraco.

Miasto jest polozone niesamowicie. Plaze, gorki pomiedzy wiezowcami, wiezowce miedzy gorami. Jest naprawde sporo do ogladania.

Cos bym jeszcze napisal, ale net drogi wiec nie przedluzam ;-)  

wtorek, 25 lipca 2006
Rio de Janeiro

Dzis przeskoczylismy do Rio. 6 godzin autobusem, z klima (trzeba sie bylo kocami przykrywac tak bylo zimno). Puszczali jakis film, nawet po angielsku, ale niestety zacinal sie co jakies 5 sekund wiec sprawa byla cokolwiek denerwujaca.

Historia z Limy: Szwedka, w jednej ktorejstam z pochodzenia Polka, objechala cala ameryke centralna. Pierwszy dzien w Limie. Poszla do miasta, w jakims lokalu powiesila plecak na oparciu krzesla, zeby chwile pozniej zorientowac sie, ze plecaka juz nie ma (a w plecaku bylo wszystko co najwazniejsze: paszport, kasa, karty kredytowe - niezyt rozsadnie, ale i tak szkoda dziewczyny). Poszla na milicje, a tam kolo 20 osob z podobnym zgloszeniem, sami turysci. Dziewczyna zostala bez niczego. Dobrzy ludzie postawili jej kolacje, ktos kupil batonika...

Jest goraco. Mieszkamy w Rio Hostel. Brazylia jest droooga.     

sobota, 22 lipca 2006
Byla Lima jest Sao Paulo

Wlasnie. Z kanionu wrocilismy do Arequipy. Chcielismy jechac bezposrednio do Limy, ale bylismy troche wykonczeni wiec zostalismy jedna noc w Arequipie. I dobrze zrobilismy bo Arequipa ladnym miastem jest. Nazywaja ja bialym miastem bo wiele budynkow jest wykonanych z bialego kamienia.

Z Arequipy przeskoczylismy Panamericana (droga biegnaca przez obie Ameryki z poludnia na polnoc) do Limy (16 godzin). Tam pokrecilismy sie troche po miescie, tam tez napisalem notatke, ktorej niestety nie udalo sie opublikowac bo sie internet skonczyl, nagle i niespodziewanie.

Mieszkalismy w Hostalu Espania. W samym centrum. Miejsce mialo specyficzny klimat. Swiete obrazy na scianach, stary budynek, jakies czaszki ludzkie w gablotach. Ogolnie mozna polecic.

Wlasnie kleilismy rozmowe z jednym Japonczykiem ( w  Polsce znalazlby sie napewno w galerii ludzi pozytywnie zakreconych) ktory podrozuje sobie po swiecie. Nie wiem czy jest jeszcze jakies miejsce, w ktorym nie byl. W kazdym razie zna Europe wschodnia. Uczyl sie rosyjskiego w Moskwie. Byl tez w Warszawie. Teraz zmierza w strone Kolumbii zeby poznac hiszpanski. No i tak sobie z nim gadamy, a tu wchodza do pokoju dwie bialoglowy. W pierwszej chwili zdawalo nam sie ze mowia po polsku, a moze to juz omamy? Jednak nie. Kasia i Ania wlasnie przylecialy do Peru na wakacje. To sobie pogadalismy o tym i o owym. Czas plynal szybko, a nam trzeba bylo wstawac o 3:30. Troche szkoda bo bylo bardzo milo i moznaby tak jeszcze dlugo. W kazdym razie zyczymy szerokiej peruwianskiej i boliwijskiej drogi.

Teraz jestesmy juz w Sao Paulo w Brazylii, a ja juz musze konczyc bo internet drogi, a jeszcze Dorota chce skorzystac.    

środa, 19 lipca 2006
Kanion Colca, Kondory

Drugi co do glebokosci kanion na ziemi. Najglebszy jest zeszta niopodal. Colca ma cos kolo 3400 m. W dole plynie sobie rzeka Colca. My nie widzielismy najglebszego miejsca kanionu, dotarlismy do Cruz de Condor, ponoc najlepszego miejsca zeby zobaczyc wlasnie kondory. I faktycznie byly. Sa ogromne. Rozpietosc skrzydel do 3,2m. Zyja sobie kolo 80 lat, niektorzy twierdza, ze nawet setke. Zywia sie padlina. Potrafia zrobic 250 km w powietrzu w poszukiwaniu pozywienia. W lecie lubia wybrac sie na plaze, chociaz wiekszosc czasu spedzaja w rejonie kanionu, gdzie korzystaja z pradow wzoszacych. Lataja wysoko, do 8000m i wygladaja bardzo dostojnie. Naprawde imponujace stworzenia. Kondory moga miec mlode raz na dwa lata, zawsze jedno. Wykluwa sie z jajka po dwoch miesiacach, po siedmiu zaczyna latac, a po dwoch latach opuszcza rodzicow, zeby po osmiu zalozyc wlasna rodzine (kondory sa monogamistami). Po urodzeniu sa bialo-brazowe, dopiero po dziesieciu latach zmieniaja upierzenie na czarne z bialymi wstawkami na skrzydlach i kolnierzem na szyi. Sa tak dumnymi ptakami, ze kiedy czuja, ze ich koniec jest juz bliski wybieraja samobojstwo. Wzlatuja wysoko, wysoko na 8000 metrow, a spadajac rozbijaja sie o skaly. Pragmatycy twierdza, ze ich upadek jest nastepstwem zawalu serca, ale kto by chcial w to wierzyc.         

Tagi: Peru
03:03, karolulman
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 17 lipca 2006
Machu Picchu

No i zobaczylismy jedne ze slawniejszych ruin swiata. Ponoc glowna atrakcje Ameryki Poludniowej. Jak patrzec z przez pryzmat kasy to faktycznie jest to atrakcja najwieksza - najdrozsza.  Nie da sie Machu zobaczyc tanio.  Ale warto. Dzieki temu, ze Hiszpanie nie znalezli tego miejsca wszystko jest zachowane w doskonalym stanie. Dla swiata Machu zostalo odkryte w 1911 roku przez amerykanskiego badacza. Pare lat wczesniej w poblizu ruin zamieszkala peruwianska rodzina chroniac sie w dzungli przed poborcami podatkowymi i to ta rodzinka pokazala amerykancom zarosniete przez dzungle dawne miasto Inkow (za 1 sola zaplaty czyli rownowartosc pieciu dni pracy w owym czasie). Turysci przyjezdzaja tu od lat trzydziestych. Lub przychodza. Do ruin mozna dotrzec albo pociagiem, ktory jest w posiadaniu jakiegos gringo i kosztuje chore pieniadze, albo pieszo, dawnym szlakiem Inkow, 4 dni przez dzungle za jeszcze wiecej dolaresow (wszystko juz chyba zostalo przeliczone na $$$).

Ruinki sa imponujace. Caly dzien mozna spedzic snujac sie waskimi uliczkami, ogladajac miasto ze wszystkich stron. Mozna tez wejsc na pobliska gore (godzina wspinaczki) i stamtad podziwiac panorame, ktora zapiera dech, niektorym tak bardzo, ze w zeszlym roku 4 osoby zmarly na gorze.  

Inkowie odwalili kawal dobrej, inzynierskiej roboty. Wszystko zrobione z kamieni. Co wazniejsze budynki to prawdzine majstersztyki. Kamienie sa tak spasowane ze kartki papieru sie nie wcisnie, zadnej zaprawy, zadnego cementu (ponoc z cementu to kazdy potrafi). Budowa miasta trwala 40 lat. Przewinelo sie przez nia 20 000 robotnikow (podatnikow, ktorzy praca splacali naleznosc wobec panstwa).

W miescie mieszkalo okolo 500 osob na stale plus pielgrzymi, ktorzy przybywali tu z calego imperium. Mieszkancy byli wybrancami, bo miejsce bylo elitarne.

W pietnastym wieku, w zwiazku z wojna z Hiszpanami Inkowie opuscili miasto z zamiarem powrotu. Zatarli jednak wszelkie slady, ktore moglyby zdradzic droge do miasta, dzieki temu dzis Peruwianczycy maja niezle zrodlo dochodu a turysci niezla atrakcje.

Machu Picchu znajduje sie na gorze nad miejscowoscia Aquas Calientes, do ktorej dojezdza pociag. Dalej mozna podjechac autobusem (20 min), lub dojsc (godzina). Lokalne dzieciaki zwietrzyly interes: Kiedy autobus z turystami zjezdza do wioski, chlopiec (lat nie wiecej niz dziesiec) startuje razem z nim. Autobus jedzie serpentynami, a szlak pieszy idzie stromo w dol. Przy kazdym skrzyzowaniu drogi ze szlakiem dzieciak staje i macha do przejezdzajacego autobusu, krzyczac ile sil w plucach. Na dole jest przed autobusem, zmachany jak kon po westernie, wsiada do autobusu i zbiera napiwki od mdlejacych z wrazenia niewiast i pelnych podziwu gringos.   

  

Tagi: Peru
00:19, karolulman
Link Komentarze (2) »
piątek, 14 lipca 2006
Cusco, Peru

Do Cusco dotarlismy o nieprzyzwoitej piatej rano. Bylo ciemno i zimno, ale na szczescie byla opcja pozostania w autobusie do jakiejs bardziej ludzkiej pory. Zamelinowalismy sie (to dobre okreslenie bo hostel, w ktorym spimy przypomina meline chociaz oficjalnie jest under reconstruction) w samym centrum.

Cusco turystyka stoi, a wszystko dzieki Inkom, gdyby nie oni pies z kulawa noga by tu nie zajzal (a na pewno nie tysiace turystow dziennie). Po pobycie w Boliwii dosc szokujacy jest widok bankomatow w kazdym sklepie z pamiatkami. Zreszta widok samych sklepow, jako takich tez jest jakas odmiana. Co drugi budynek w miescie to hotel, restauracja lub suveniry. Swojskiego klimatu miejscu dodaje fakt, ze najpopularniejszym samochodem, zwlaszcza taksowka jest Tico ;-) Ja tam jednak wolalem terenowe Toyoty w Uyuni.

Na ulicach jest pelno naganiaczy, ktorzy probuja wcisnac wszystko od trekingu po papierosy. Na szczescie nie sa tak natarczywi jak w Indiach, wiec da sie przezyc.

Nasze skorzane buty nie za dobrze sie tu sprawdzaja, bo kurza sie szybko a pucybuci nie proznuja i od nich tez trzeba sie opedzac mniej wiecej co 200 m. lub piec minut. Jeden nawet laczyl prace pucybuta z kolekcjonowaniem monet z calego swiata. Dzieki nam wzbogacil sie w grosze z Polszy.

Acha, w Copacabanie spotkalismy pierwszych Polakow od czasu wizyty w Chinach. W zasadzie to spotkalismy Polke z pieknego miasta Katowice wraz z mezem Kanadyjczykiem, ale bylo sympatycznie, choc tylko w przelocie.

Za to ostatnio zdecydowanie za czesto nasze szlaki krzyzuja sie z halasliwa grupa z Izraela. Dzis nie dawali nam spac w autobusie, wczesniej toczyli dysputy w muzeum. Zycze im szerokiej drogi, byle w przeciwna niz nasza strone.      

  

Tagi: Peru
04:31, karolulman
Link Komentarze (10) »
czwartek, 13 lipca 2006
Peru, Titicaca

Przeskoczylismy do Peru. Obawialismy sie granicy, bo znajomych okradli wlasnie pogranicznicy podczas "kontroli bagazu". Ale bylo spoko. Moze dlatego, ze jechalismy w ciagu dnia duza grupa i zaloga autobusu pilotowala cala odprawe.

Skoczylismy na 2 z 34 plywajacych wysp na Titikace. Niezla rzecz, ale mocno skomercjalizowana. Takie wrazenie. Ludzie sobie zyja na tych wyspach. Glownie z turystow. Maja swoje problemy. Doskwiera im reumatyzm bo wilgoc non stop. Wyspy sa zrobione z trzciny. Wiele rodzin juz zginelo w pozarach, bo jak juz sie zacznie palic to koniec. Lodzie tez robia z trzciny. I jedza trzcine (my tez sprobowalismy - smak nieokreslony, ponoc dobre na zeby i kosci :-).   

Tagi: Peru
03:07, karolulman
Link Komentarze (2) »
środa, 12 lipca 2006
Titicaca
Jestesmy nad jeziorem Titicaca. Jest ogroomne. Internet megadrogi. Tanie lososie. Jutro Peru. Przebijamy sie do Cuzco.
Tagi: Boliwia
01:31, karolulman
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 lipca 2006
LaPaz

Jestesmy w LaPaz. Byl plan zeby odpoczac jeden dzien w Uyuni ale sie okazalo, ze z jednego dnia zrobilyby sie trzy, bo pociag jedzie albo w sobote albo we wtorek wiec trzeba bylo sie zabrac i ruszyc tego samego wieczoru. Byla jeszcze opcja jazdy autobusem ale wszyscy nam odradzali, bo boliwijskie autobusy do najlepszych nie naleza. Dojechalismy pociagiem najdalej jak sie dalo. Potem jeszcze 3 godzinki w autobusie i juz jestesmy w jednej z dwoch stolic Boliwii. Jest troche cieplej niz na poludniu, co nas cieszy bo troche odmarzlismy przez ostatnie dni, a zwlaszcza noce. Poszwedamy sie troche po miescie i trza bedzie ruszac dalej w strone Peru.

Cos ostatnio nie pojawialy sie zdjecia na blogu, wiec jak jest okazja to wrzucam pare z ostatnich dni.

Tagi: Boliwia
22:43, karolulman
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2