Podróż dookola życia. UK Halifax
Kategorie: Wszystkie | obczyzna
RSS
niedziela, 25 marca 2007
Niedziela
Dorota (przy Adama i moim skromnym udziale) ułożyła jakąś mega trudną układankę. Dwustronne puzzle, ten sam rysunek po obu stronach, same ryby. Szacunek się należy. Ja miałem ochotę czasami ciepnąć te 529 (x2) puzzli lobem prosto za okno (na, nomen omen, cmentarz).



Poza tym jakoś bardzo niefortunnie zacząłem dziś pracę o 6 ranem. Niefortunnie, bo po starym czasie wstać trzeba było o 4, po nowem o 5, tak czy siak dużo za wcześnie.



Ale za to jaki dzień długi :-)
22:52, karolulman
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 marca 2007
Dzisiejszy urobek - Halifax

17:35, karolulman
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 marca 2007
Nocka

Jak to polak polaka w chooja robi. Vol. 1

Jest sobie agencja pośrednictwa pracy. Działa w polsce i w uk. Zgłasza się pacjent* do oddziału w polsce z chęcią wyjazdu do raju, poprawienia swego losu, odbicia się od finansowego dna, kto wie w jakim jeszcze celu. A w agencji: oczywiście, proszę bardzo, załatwiamy wszystko, legalnie, szybko, profesjonalnie. No to się pacjent decyduje, bo agencja wygląda na wiarygodną i profesjonalną w istocie.

No i zaczyna się jazda. Jeszcze w polsce 700 złotych za podpisanie umowy z pracodawcą (która, jak okaże się już w uk, jest umową z agencją pracy, a nie faktycznym pracodawcą i nie gwarantuje praktycznie nic, a na pewno nie gwarantuje pracy). Po przyjeździe do uk zagwarantowany odbiór z lotniska i dowóz do miejsca zamieszkania (100 funtów). Za załatwienie konta w banku 50 funtów. Za pomoc w załatwieniu papierów Home Office 50 funtów. Nie zapłacić nie ma możliwości bo potrącają sobie wszystko z wypłaty. A praca jest i owszem, max 3 dni w tygodniu (będzie więcej pracy, wkrótce, wkrótce, czekamy na nowe zamówienia i tak przez 3 miesiące, albo i dłużej), pierwsza wypłata 124 funty, z czego 100 pobrane w calu uregulowania należnych opłat.

Ten pacjent przejżał na oczy po dwóch miesiącach, bogatszy o konto w banku, załatwiony Home Office i dużo doświadczeń, odarty z  kilkuset funtów i wiary w "rodaków". Temu pacjentowi się udało bo jako tako się dogaduje w obcym języku, ci co się nie dogadują nadal pozostają pod "opieką" agencji, a czasami także tych, którzy mają akurat coś do zjedzenia, bo oni akurat niekoniecznie.       

* dane do wiadomości redakcji.

 

Przyjemniejsza historia:

Po raz kolejny przekonałem się, jaki świat jest mały. Poznałem gościa z Gdańska, który onegdaj miał sklep na działach. Kiedy padło z jego ust pytanie czy zna ulicę Wolności miałem wrażenie, że nasza rozmowa toczy się, nie wiem, gdzieś w Cyganerii, czy w Kwadransie, a nie dwa tysiące kaemów od domu, w zapadłej dziurze, gdzieś koło autostrady M62, nawet nie w bradford.  Jacek, w Twoim kwadracie był ten sklep :-)

Takich to ciekawych rzeczy można się dowiedzieć pracując na nockę, gdzieś tam daleko w środkowej anglii.  

A w radiu znowu Habakuk - Kaczmarski.    

15:44, karolulman
Link Komentarze (1) »
środa, 21 marca 2007
Pierwszy dzień wiosny





Oto jak się zmienia krajobraz za oknem. Warto dodać, że drugie zdjęcie zrobione zostało dziś, a pierwsze nie dalej jak w poniedziałek. 
Dziś jest pięknie. Marzanny nie będziemy topić, co najwyżej smutki i to nawet nie w alkoholu. Cieniem na dzisiejszym święcie kładą się jedynie przymusowe wagary, które rad bym już skończyć. Cały czas podejmuję w tym kierunku stosowne (po mojemu) kroki, na razie bez oczekiwanych efektów, ale jak to mówi ojciec dyrektor trzeba siać, siać. Miejmy nadzieję, że coś wyrośnie.

Pomyśleć, że rok temu znajdowaliśmy się gdzieś między Indiami a Hong Kongiem. Aż ciężko w to uwierzyć. Cóż to był za czas, nieprawdopodobny wręcz. Długo jeszcze będzie co wspominać, ale pewnie z czasem trzeba będzie poszukać nowych bodźców. Na razie jednak nie bardzo mam nastrój, żeby o tym myśleć.

13:26, karolulman
Link Komentarze (1) »
niedziela, 18 marca 2007
English weather
A już bywało całkiem przyjemnie, już zakwitły żonkile. Wiosna dosłownie. Dziś jednak angielska pogoda dała znać o sobie. Przez cały dzień padał deszcz, w poziomie, na przemian z gradem, a teraz na grobach za oknem zalega śnieg, w ilości nieprzyzwoitej jak na anglię, na marzec, na anglię... Bez sensu o tym pisać, ale rano za oknem pewnie nie będzie śladu więc chociaż tu. Przeczytam i będę wiedział, że to nie był tylko sen. Wariata.
22:57, karolulman
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 marca 2007
Michniokom gratulujemy Karoliny :-)

Czekamy na foto.
10:08, karolulman
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 12 marca 2007
Doczytuję resztki słowa drukowanego przywiezionego z domu i co widzę w Zwierciadle?
.. Moskwa to nie rosja. Prawdziwa Rosja zaczyna się na Uralu...
Od razu mi się pewien dialog rodaków przypomniał. Widać jest coś na rzeczy.
17:48, karolulman
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 marca 2007
Radio leniwa niedziela
Zrobiliśmy całkiem całkiem ciasto z jabłkami według przepisu z pesto, nieco zmodyfikowanego, rzecz jasna. Teraz w piekarniku dochodzi zapiekanka ziemniaczano-czosnkowa też z ww strony.


...

po zapiekance już śladu nie ma :-)
ciastu też wielkich szans na przetrwanie nie daję.
17:24, karolulman
Link Komentarze (2) »
niedziela, 04 marca 2007
NPR
- skąd jesteś?
- ze szczecina.
- oo. to znasz może marcina ze szczecina?
- ?? a poza tym wszystko z tobą w porządku?
- no marcin. mieszka na ulicy Mieszka Chrobrego.
- albo na Mieszka, albo na Wałach Chrobrego, na których zresztą nikt nie mieszka...

z cyklu: nocne polaków rozmowy.

i jeszcze

- cośtam cośtam
- ale napewno?
napewno to Kopernik nie żyje...


+

- ja to bym do Londynu nie chciał
- Londyn to nie anglia, tak jak Warszawa nie polska, Nowy Jork nie stany
- no a Łapy to nie Białystok...
18:38, karolulman
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 marca 2007
Przeciętny polski mieszkaniec Halifaxu

- przyjechał z Białegostoku lub okolic

- mieszka w rejonie jASDY, na tzw. pakistanowie

- mieszka w komunie conajmniej 5-osobowej, w domu wynajętym od pakistana

- ma conajmniej połowę rodziny w Anglii (rodzeństwo, kuzynostwo, wujostwo itd, itp)

- pali karton papierosów tygodniowo (najczęściej z prywatnego importu z polski)

- pracuje przez agencję (Heads, Solutions)

- pracował/pracuje (lub zna kogoś kto pracował/pracuje) w Croslee, Leeku, Sablu, Nestle, McVities lub Multigraphics

- zna 3/4 przeciętnych polskich mieszkańców halifaxu (magiel, po prostu magiel)

- został sciągnięty przez znajomych i/lub rodzinę

- sciąga znajomych i/lub rodzinę

- bywa w polskim klubie (nomen omen - katolickim ;-)

- conajmniej raz w tygodniu uczęszcza na zabawy taneczne

- conajmniej raz w tygodniu ma zwyczaj się troszkę upodlić poddając się działaniu środków zmieniających percepcję

- robi zakupy w jASDzie, ALDIm, N(G)ETTO, rzadziej TESCO, Sainsbury'm  

cdn...

18:13, karolulman
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2