Podróż dookola życia. UK Halifax
Kategorie: Wszystkie | obczyzna
RSS
poniedziałek, 27 lutego 2006
Permit for Sikkim i dentysta

Dzis zalatwialismy pozwolenie na wjazd do Sikkimu. Czysta formalnosc, ale tu bardzo lubia formalnosci, papierki, pisanie. Po co jakas prace ma wykonywac jedna osoba skoro moze ja wykonywac piec, niezly sposob na bezrobocie. W kazdym razie pozwolenia juz sa.

Dzis bylem u dentysty, bo mi plomba wypadla. Dentysta w Indiach - nie brzmi zbyt dobrze. Spodziewalem sie wielkich obcegow do rwania zebow i mlota jako narkozy, moze jeszcze spluwania do rynsztoka i wielkiego Hindusa w rzeznickim, suto skropionym krwia poprzednich ofiar, fartuchu. Nic z tych rzeczy. Standard jak u mojej dentystki w Orlowie, dbalosc o higiene jeszcze wieksza. Sympatyczna pani dentystka w sari, nienaganny angielski. Jedyna roznica, ze do gabinetu wchodzi sie bez butow, jakis folklor musi byc. Mam sie dobrze i jak by ktos szukal dentysty w Kalkucie sluze namiarami. 

 

Tagi: Indie
16:10, karolulman
Link Komentarze (5) »
niedziela, 26 lutego 2006
Zycie w Kalkucie

Dzis ruszylismy w miasto wczesnie rano, przed upalem. Miasto budzi sie do zycia. Ludzie myja sie przy pompach na ulicy, rozkladaja swoje kramy, skladaja poslania. Wielomilionowe miasto, a zycie toczy sie tu jak w dawnych plemionach. Wszystk dzieje sie wspolnie, wspolne pranie, gotowanie posilkow na ogniskach rozpalanych co krok na chodniku, spotkania przy pompie, rozmowy, zarty, a zaraz obok sklepy z najnowsza elektornika, wyposazeniem salonow fitness, kafejki internetowe z najnowszymi komputerami, lacznoscia z calym swiatem. Dla ludzi zyjacych obok na ulicy, rzeczy tak bliskie a tak dalekie.

Zastanawiamy sie jak bedzie tu wygladac za 30 lat. Czy bedzie tak samo, lepiej, gorzej?     

Tagi: Indie
16:08, karolulman
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 lutego 2006
migawki z Kalkuty

Dzis migawki z Kalkuty. Miasto ogromne, ruch tez. A pojazdy najrozniejsze. Najbardziej chyba szokujace sa ludzkie riksze, ale nie rowerowe. Jest to rodzaj rydwanu tylko ze ciagnie go czlowiek w wieku czesto co najmniej srednim, czesto nawet biegnie. Wrazenie jest straszne.

Ten most na zdjeciu to ponoc najbardziej ruchliwy most na swiecie. Codziennie przejezdza przez niego kolo 100 000 pojazdow, ile przechodzi ludzi nikt by chyba nie zliczyl. Zeby odciazyc ruch na tym moscie postawiono drugi, ale z powodu oplat za korzystanie z niego nikt tam nie jezdzi, czyli sytuacja prawie sie nie zmienila. Indie... Acha, Kalkuta ma jakies 13 mln mieszkancow, lezy na dwoch brzegach rzeki i ma dwa mosty... a warszawiacy narzekaja ;-) 

Upal panuje okrutny, w ciagu dnia ciezko sie poruszac, siesta w takich warunkach nie jest zlym pomyslem.

Tagi: Indie
14:55, karolulman
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 lutego 2006
Kalkuta i cos jeszcze o filmie

Dotarlismy do Kalkuty. Podroz byla niezla, 25 godzin w pociagu. Ponad tysiac kilometrow, a sa takie linie, na ktorych podroz trwa nawet ponad 40. W pociagu trafil sie rozmowny hindus. Gadalismy troche po angielsku troche po rosyjsku. Byl w europie 30 lat temu i mial jakie takie pojecie o swiecie, chociaz myslal, ze w Polsce ciagle panuje komunizm. Byl nawet w Warszawie, po drodze z Moskwy na zachod. Smiesznie sie rozmawialo, ale zawsze to jakies urozmaicenie.

Znajoma francuzka z planu zdjeciowego, Nadeen spotkala na lotnisku gwiazde naszego filmu. Jak sie okazalo lecial wlasnie na zdjecia do... Polski. Wiedzialem z kilku zrodel, ze hindusi kreca w Polsce, a teraz jeszcze taki zbieg okolicznosci. Bym wiedzial wczesniej to bym mu dal paczke do domu ;-)   

Tagi: Indie
15:16, karolulman
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 lutego 2006
Jalgaon, Ajanta, Nagpur

Wczoraj ogladalismy jaskinie buddyjskie w Ajancie. 30 sztuk wykutych w litej skale. Imponujaca rzecz. Dzis dojechalismy do Nagpuru. Jestesmy w drodze do Kalkuty.

Po Indiach jezdzi sie ciekawie. Tylu karaluchow co w pociagu do Jalgaonu to w zyciu nie widzialem. Nikt ich nie zabija bo to niszczy karme, no to ja mam juz chyba ujemna, bo jakos ciezko mi bylo zyc z robactwem w symbiozie. Bilety kupowac najlepiej na miesiac przed planowana podroza. Pani przed nami chciala bilet na 5 marca, niestety lista osob oczekujacych na miejsce: 80 !!! Jako ze nie udalo nam sie zarezerwowac miejsca poszlismy za rada wlasciciela hotelu i kupilismy bilety na 2 klase bez rezerwacji, a i tak wsiedlismy do wagonu z miejscami rezerwowanymi bo innych nie bylo. Chyba tu tak robia wszyscy bo zawsze jest wiecej ludzi niz miejsc. Biletow i tak nikt nam nie sprawdzil, a jechalismy 9 godzin... W Bombaju jechalismy koleja podmiejska. Pierwszy raz widzialem na wlasne oczy ludzi jadacych na zewnatrz pociagu, uwieszonych uchwytow i czego sie dalo, przylegajacych czule do pociagu, zeby nie wysiasc niechcacy na jakims slupie. Na naszej stacji pol przedzialu wypychalo nas z plecakami, a drogie pol stawialo proporcjonalny opor. Gdybysmy mieli wsiasc na tej stacji to chyba tylko na dach.

Jutro sprobujemy smignac do Kalkuty na jeden raz: 20 godzin... Bedzie wesolo.

Teraz jestesmy w Nagpurze, miasto ma ponad banke mieszkancow, ale nic ciekawego. Pokoje to same nory do tego w cenach jak w  Mumbai. Obszedlem pol miasta zanim znalazlem cos przyzwoitego. Za to internet najtanszy jak do tej pory 10 RS (rupii czyli) niecala zlotowa. No i po angielsku malo kto gada. Tam gdzie jest sporo turysty to sie jezyka ucza, maja motywacje, a tu rownie nielatwo dogadujemy sie po polsku co po angielsku, ciekawe co bedzie w Chinach... 

Tagi: Indie
15:53, karolulman
Link Komentarze (2) »
niedziela, 19 lutego 2006
Mumbai

Caly czas w Mumbai. Dzis bylismy na targu rybnym, mocne przezycie. Udalo sie tez wrzucic pare zdjec.

Jutro ruszamy dalej.

10:14, karolulman
Link Komentarze (3) »
sobota, 18 lutego 2006
Bollywood w Mumbai

Mumbai - wielka metropolia. Najwieksza w Indiach i chyba najbogatsza. Delhi to przy Bombaju slums i zart jakis. To tu sie toczy zycie. Nocne kluby, restauracje, muzea, galerie.

Apropos wielkosci miast. Ktos tu mowi, ze Mumbai ma problem bo to takie duze miasto, na to sie odzywa jeden gosc z Meksyku (ktoremu przed chwila zdjalem pranie z linki zeby powiesic swoje; mam nadzieje, ze nie bedzie mial za zle) i mowi "Mumbai ma problem? Mexico City : 31mln ludzi to jest problem... O Polsce w tym kontekscie nawet nie bylo co wspominac.

Wczoraj przy sniadaniu podchodzi do mnie pan i sie pyta czy nie chce zagrac w filmie, Lekko skonfudowany upewnilem sie, czy wie co mowi i do kogo. Wszystko sie zgadzalo. Zalatwilem jeszcze angaz Dorocie i pojechalismy na plan, wraz z Rashem i  Loraine z Australii i Nadeen i Ianem z Francji. Film ma bardzo oryginalny i finezyjny tytul "Gangster" i powinien wejsc na ekrany indyjskich kin w kwietniu. Na planie luzna atmosfera, mozna bylo zamienic slowko z glowna gwiazda - Shainee i z rezyserem. Sceny, ktore krecilismy dzialy sie w Korei i maja byc uzyte w teledysku czyli jest szansa, ze zobaczy nas pare milionow ludzi, moze nawet paredziesiat, wszak Indie to duzy kraj. Ciekawe czy uda nam sie jakos dorwac kopie tego filmu, dla potomnosci.

Poznalismy bardzo sympatyczna pare z Piaseczna. Pani Anna i pan Andrzej byli w Indiach 30 lat temu, a teraz przyjechali zobaczyc co sie zmienilo. Zmienilo sie duzo, jezeli chodzi o podrozowanie jest duzo latwiej. Pan Andrzej bedac 9 miesiecy w Indiach ani razu nie pil wody, bo mineralki nie bylo a inna to duze ryzyko. Nasi rozmowcy zjezdzili tez pol swiata maluchem, spotkali tez grupe Polakow jadacych maluchami dookola swiata. To sa grube wyprawy, o ktorych niewielu slyszalo. Albo gosc, ktory objechal swiat na Wuesce, kto to pamieta? Teraz jest Misja Martyna z milionowym budzetem bo lans musi byc.

Z naszego planu wyjazdu do Nepalu chyba nici. Wczoraj czytalem w gazecie, ze jest tam dosc niespokojnie, to znaczy bardziej niz zwykle. Szkoda troche, ale nudzic sie nie zamierzamy.      

15:15, karolulman
Link Komentarze (2) »
czwartek, 16 lutego 2006
Mumbai

Zniszczeni podroza dotarlismy do Mumbai. Podroz autobusem klasy sleeper wcale nie gwarantuje, ze sie bedzie spalo, ale jest napewno wygodniej niz na miejscach siedzacych. Chcielismy jechac pociagiem ale lista 200 osob oczekujacych na miejsce i brak wolnych przez najblizsze dziesiec dni troche nas zniechecily.

W Mt Abu mieszkalismy w najlepszym jak do tej pory guesthousie. Sam pokoj moze nie byl zbyt szczegolny, ale miejsce na uboczu, ciche i spokojne, a najlepszy byl kierownik, najmilszy Hindus jakiego poznalismy do tej pory.

Byl plan zeby sie zatrzymac w Ahmadabadzie chociaz na jedna noc, ale miasto nas do siebie zrazilo i od razu ruszylismy do Bombaju.

Jest znacznie cieplej i strasznie duszno, a to jeszcze zima, latem tu musi byc nie do zniesienia.

Jest 10:30 rano wiec zaraz ruszamy na jakies sniadanko i poszwedac sie po miescie, ale dzisiaj chyba szybko padniemy.

Spimy w hostelu Armii Zbawienia, pokoje wieloosobowe, duzo ludzi. Polakow oprocz nas conajmniej dwie pary. Czuc klimat wielkiego miasta.

Jak powiedzialem jednemu Hindusowi z Bombaju, ze w Polsce zyje cos kolo 40 mln ludzi usmiechnal sie tylko pod wasem, z politowaniem. W Bombaju wedlug oficjalnych danych mieszka kolo 16 mln nieoficjalnie nawet kolo 20 mln. Sa tez najwieksze slumsy w calych Indiach.

Dzis pierwszy raz od miesiaca znowu jestesmy nad morzem.    

Tagi: Indie
06:13, karolulman
Link Komentarze (4) »
niedziela, 12 lutego 2006
Udaipur, Mt Abu

Wskoczylismy na chwile do Udaipuru. Krecili tam jednego Bonda "Osmiorniczka" jak bedzie ktos mial okazje zobaczyc to my tam bylismy :-)

Poza tym miasto nic szczegolnego wiec teraz jestesmy w Mt Abu okazuje sie ze to taki kurort turystyczny dla Hindusow. Miejsce klimatem bardzo przypomina Krynice Morska w sezonie. Zjezdzaja sie mlodzi bogaci poszpanowac ciuchami, powozic furami. W miescie panuje klimat jarmarcznej tandety. Sprzedaja zabaweczki, czapeczki nike, reebok, a na jeziorze jest kafejka w ksztalcie statku i nazywa sie Titanic. Po prostu szok, ze ludzi na calym swiecie kreci to samo. Fura, skora i komora.

Na szczescie w okolicy jest tez sporo do ogladania. Swiatynie, rezerwat przyrody. Jest tez troche zimniej bo wyzej.

Droga do Mt Abu to bylo dopiero przezycie. Autobus popsul sie nie wyjechawszy nawet z Udaipuru. Po godzinie przyjechal mechanik, naprawil. Pojechalismy dalej. Za dwa kilometry sytuacja sie powtorzyla. Wtedy wrocilismy riksza na przystanek, kupilismy nowe bilety. Dwie godziny pozniej ruszylismy ponownie w droge. Tym razem byla tylko godzinna przerwa na latanie peknietej detki, czyli luzik.

W autobusie (tym drugim) poznalismy Bogne i Rafala z Lodzi. Rafal bbyl niezle obeznany w indyjskich klimatach i sporo sie od niego dowiedzielismy.

Teraz spotykamy ich co jakis czas na miescie :-)

Jutro moze zrobimy maly "trekking" jak tu nazywaja spacer po gorkach.

    

Tagi: Indie
16:05, karolulman
Link Komentarze (3) »
czwartek, 09 lutego 2006
Camel Safari my friend

Ale czad. Wielblady rzadza na pustyni. Co za zwierzeta. Co za przygoda.

Ekipa mieszana polsko-niemiecka. Oprocz nas Andrea, Matthias, Julia no i nasi przewodnicy - wesola ekipa. Nie spodziewalem sie, ze bedzie tak super. Co prawda teraz chodzimy jak kowboje, ale bylo warto. Spanie na pustyni, indyjskie zarcie robione na ognisku, caly czas w pelnym sloncu. Dobrze, ze to cold time.

Chapati smazone na wielbladzich plackach jest ponoc duzo smaczniejsze, ale to krowy sa swiete wiec wszyscy smaza na krowich. Jak dla mnie spoko, az takim smakoszem nie jestem zeby poczuc roznice.   

Nasi przewodnicy - w roznym wieku. Wszyscy weseli, czasami doslownie jak dzieci. Najmlodszy mial 15 lat i ani razu nie byl w szkole. Pewnie juz nigdy nie bedzie. Podszkoli tylko angielski w kontakcie z turystami i moze kiedys sam bedzie prowadzil grupy.

Pierwszyraz mielismy okazje porozmawiac z Hindusami, ktorzy nie chcieli nam czegos sprzedac. Poznalismy przez to moze,  troche bardziej, prawdziwe zycie. Ludzi, ktorzy nie moga sobie pozwolic na wydatek 100 RS miesiecznie (ok 8 zlorych) zeby poslac dziecko do szkoly, ktorzy jednoczesnie sa strasznie weseli, pogodni.

Nastepnym razem to chyba kupimy wielblady i w Indie...

Wielki targ wielbladow w Pushkarze w listopadzie. Zjezdzaja sie handlarze z calych Indii. Ceny w miescie mnozy sie razy 10, ale jest w czym wybierac, bo zwykle jest okolo 1000 wielbladow.

Duzo ludzi, ktorzy tu przyjezdzaja bierze udzial w roznych programach pozarzadowych. Pracuja jako wolontariusze, ucza w szkolach, chronia wymierajace gatunki. Matthias jedzie do Nepalu, bedzie uczyl w jednej z pieciu szkol, w ktorych dziala organizacja wspierajaca szkolnictwo nepalskie. Bedzie mieszkal z tamtejsza rodzina, uczyl sie jezyka. Julia brala udzial w 3 projektach, miedzy innymi ochrony zolwi morskich. Zwykle przyjezdzaja tu na pol roku rok. Troche pracuja troche podrozuja.

Tagi: Indie
07:28, karolulman
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2